Start
Artykuły
Artykuły
Moje dziecko ćwiczy metodą Vojty
Artykuły
Artykuły
Moje dziecko ćwiczy metodą Vojty Nowości
- Opłata składek
- Kurs odświeżający metody Vojty - zastosowanie kinezjologii rozwoju według Vojty
- Zastosowanie metody odruchowej lokomocji wg Vojty w terapii okołoporodowych uszk. splotu ramiennego
- Zagrożenia wynikajace z przedwczesnego zachecania dziecka do przyjmowania pozycji siedzącej ...
- Oddychanie a lokomocja
| Moje dziecko ćwiczy metodą Vojty |
|
|
|
|
W cyklu „terapie znane i nieznane”, przybliżać będziemy naszym czytelnikom znane lub mniej znane sposoby leczenia różnych schorzeń. Wiemy, że często brak informacji na temat możliwości leczenia powoduje, że chorzy godzą się ze swoim stanem pozostając sami ze swoim problemem. Wiemy, że istnieje wiele obiegowych, często sprzecznych ze sobą opinii na temat różnych metod terapeutycznych opartych na tzw. ˝jedna baba drugiej babie˝. Postaramy się w miarę naszych możliwości odpowiedzieć na państwa pytania, prosząc o nie specjalistów zajmujących się daną metodą. Zachęcamy więc do kierowania pytań na adres naszej redakcji. Dziś postaramy się rozwiać parę nieprawdziwych mitów dotyczących rehabilitacji metodą Vojty. Niestety, najczęściej mówią o tej metodzie ludzie, którzy nie mają pojęcia o co w metodzie Vojty chodzi. Rzadko też można słyszeć opinie rodziców dzieci ćwiczących tą metodą. Postanowiliśmy zmienić ten stan rzeczy i przybliżyć naszym czytelnikom o co w tym wszystkim chodzi. O wypowiedź w tej sprawie poprosiłem jednego z rodziców dzieci ćwiczących w ośrodku terapeutycznym ˝Neurokinezis˝ w Nowym Sączu. Poniżej prezentujemy jego wypowiedź. Wiele razy podczas rozmów ze znajomymi na temat leczenia mojego dziecka, słyszałem opinie, że muszę być bez serca skazując dziecko na tak bolesną terapię. Muszę przyznać, że najczęściej taki pogląd, rodzice dzieci z problemami neurologicznymi wyrabiają sobie słuchając niedoinformowanych lub zgoła przeciwnych tej metodzie lekarzy czy fizjoterapeutów. Na własne oczy widziałem dzieci, których rodzice w renomowanych klinikach otrzymali informacje, że ich dzieci już nigdy nie będą chodzić. Całe szczęście ludzie ci spotkali kogoś kto wskazał im możliwość terapii metodą Vojty. Po kilkunastu miesiącach ćwiczeń dzieci wstawały same opierając się o ścianę a po kilku następnych miesiącach chodziły. W terapii tą metodą stosuje się stymulację określonych stref na ciele dziecka. Stymulacja ta ma na celu uruchomienie właściwej matrycy ruchu (lokomocji), którą każdy z nas posiada zapisaną w naszym mózgu. Nikt przecież nie instruuje nas jak przewracać się na brzuch, raczkować czy chodzić. Te wzorce ruchu po prostu uruchamiają się w nas samoczynnie w określonym wieku i sytuacji. Kiedy utrzymujemy dziecko w określonej przez metodę pozycji naszym zadaniem jest wyzwolenie tej reakcji. Często znajomi zadają mi pytanie czy to boli mojego syna ponieważ bardzo krzyczy podczas ćwiczeń. Nic bardziej mylnego. W czasie ćwiczeń moim zadaniem jest jedynie zablokowanie ruchu mojego dziecka przez przyłożenie oporu. Można by to porównać do sytuacji, w której dorosły oparłby ręce o mur i próbował go przewrócić. Ściana stawia opór, nikt jednak przy zdrowych zmysłach nie powie, że opór ściany powoduje ból u pchającego. Nikt też nie uciska boleśnie stref stymulacji. Siła z jaką dotykamy tych miejsc jest porównywalna z tą z jaką trzymamy w ręku długopis. Dzieci krzyczą ponieważ odczuwają dyskomfort z powodu narzuconej i utrzymywanej pozycji. Ruch wyzwolony poprzez stymulację stref wykonywany jest jakby poza ich wolą co musi się wiązać z jakąś reakcją na przeżywane emocje. Kolejny zarzut przeciwko metodzie Vojty to problem znerwicowania dzieci i zmuszania ich do ćwiczeń. Znam kilkoro dzieci, które reagują na metodę tak jak moje dziecko. Kiedy mój syn wchodzi w drzwi ośrodka ˝Neurokinezis˝ na ulicy Kunegundy w Nowym Sączu biegnie przez cały korytarz aby przywitać się ze swoim terapeutą. Po wylewnym przywitaniu chętnie się rozbiera żeby pobrykać sobie po gabinecie. Po chwili sam opuszcza sobie hydrauliczny stół do ćwiczeń by na niego wskoczyć. Wie, że ćwiczenie nie wiąże się dla niego z żadnym stresem a wysiłek fizyczny, który towarzyszy ćwiczeniom nauczył się traktować jak codzienny obowiązek. Z doświadczenia wiem że najwięcej problemów z tą metodą mają dorośli, nie dzieci. Jestem jednak głęboko przekonany że jeżeli ktoś spróbuje ćwiczyć tą metodą bardzo szybko przekona się o jej zaletach. Ja osobiście z czystym sercem mogę polecić ją wszystkim rodzicom, których dzieci mają problemy neurologiczne. W tym miejscu ze względu na objętość artykułu przerwiemy tę wypowiedź. W następnym wydaniu postaram się opisać szerzej całą metodę jak i możliwość wczesnej diagnostyki zaburzeń ruchowych wynikających z nieprawidłowej pracy Centralnego Układu Nerwowego u niemowląt. Kochani rodzice dzieci chorych, pamiętajmy – nadzieja istnieje wbrew rozsądkowi. Warto spróbować. Może akurat ta metoda przyniesie zdrowie waszemu dziecku. Andrzej Migda |
| « poprzedni artykuł |
|---|


